Nie chciał, ale mu dali

Absurdalna pomyłka, do której nie powinno dojść. Mieszkaniec Rejowca Fabrycznego tylko wypytywał w jednym z chełmskich sklepów o cenę kolektora słonecznego, a następnego dnia dostał z banku sms-a, że ma do spłaty kredyt.

Henryk Lewczuk, mieszkaniec Rejowca Fabrycznego, rozglądał się za kolektorem słonecznym, dzięki któremu mógłby podgrzewać wodę w swoim domu. O urządzenie zapytał w jednym z chełmskich sklepów hydraulicznych. Kolektor kosztował 1940 zł. Pan Henryk chciał wiedzieć, ile wyniosą raty, gdyby zdecydował się na kredyt. Pracownik zadzwonił do przedstawicieli banku, w którym załatwiają tego typu formalności.

– Chodziło tylko i wyłącznie o symulację, bo chciałem po prostu wiedzieć, ile wyniosą raty kredytu, jeśli się na niego zdecyduję – mówi pan Henryk. – W tej sprawie chciałem jeszcze skonsultować się z rodziną, bo przecież kredyt to poważna sprawa. Pojechałem do domu. Jakież było moje zdziwienie, gdy następnego dnia dostałem sms-a z banku, że kredyt został uruchomiony. Podano mi numer kredytu i konto, na które mam wpłacać raty. A ja nie chciałem żadnego kredytu! Nic nie podpisywałem. Kolejne dni spędziłem na odkręcaniu tego bałaganu. Pojechałem do sklepu, ale nie było tam pracownika, z którym wcześniej rozmawiałem. Właściciel miał wyjaśniać sprawę. Poszedłem do filii banku, aby ten kredyt odwołać, ale nie kwapili się do tego. Wysłałem też pismo w tej sprawie do siedziby banku. Zeznawałem na policji. Chcę ostrzec innych, aby byli ostrożni w takich sytuacjach. Zupełnie nie rozumiem, jak mogło dojść do tej sytuacji. Mam przez to teraz tyle problemów i załatwień.

Pan Henryk skontaktował się w tej sprawie z Krzysztofem Nadolskim, powiatowym rzecznikiem konsumentów.

– Oczywiście, że podejmę się interwencji w tej nietypowej sprawie – mówi Nadolski. – Czekam na dokumenty. (mo)